Linie lotnicze Qatar można pomylić z COSMO (restauracja) tzn jedz ile chcesz, standard na najwyższym poziomie. Kilka posiłków okazałych i napoje w tym te z procentami do bólu. Po wylądowaniu autobusem nr A2 (150 BHT) z lotniska do Hoteliku, wcześniej zarezerwowanym. Jadąc autobusem widać podmokłe tereny i nędzne chaty a w tle drapacze chmur z Bangkoku. Całe mnóstwo autostrad, i ślimaków.
Bez problemu odnaleźliśmy hotelik, skromny ale czysty. Szybki prysznic i na miasto. Zwiedziliśmy królewski pałac, Szmaragdowego Buddę i wiele inny zapierających dech w piersiach budowlach. Po drodze zaskoczyła nas kobieta sprzedająca napoje, której dotrzymywały towarzystwa oswojone wiewiórki ale innej barwy niż nasze.
Nagle okazało się że przyjechała jakaś szyszka do pałacu i naprawdę trzeba było uważać bay swoim zachowaniem nikogo nie urazić. Wojsko otoczyło nas i kontrolowało, nawet przeszkadzało że stałem jedną nagą na krawężniku a drugą na chodniki albo okulary na nosie.
W związku z jakiś świętem ludzie ubierali się w żółte koszulki a my nie mogliśmy zwiedzić kilku wcześniej zaplanowanych miejsc i dla tego wzięliśmy tuk tuka i pojechaliśmy do CHINATOWN i ... to istny meksyk albo gorzej, Hałas Harmider smród spalin i wrzask J Małe ciasne uliczki przepełnione handlarzami sprzedawającymi podróbki i towary średniej jakości. Czas na relaks i szybko oczywiście zostajemy wkręceni do jakiejś restauracyjki. Danie oczywiście przy płaceniu okazało się droższe niż nam obiecywano ale i tak nie było najgorzej.
Z Chinatown wróciliśmy tramwajem wodnym do hotelu, jest to najszybszy i najtańszy środek transportu bo Bangkoku. Szybko odświerzenie bo jest tu naprawdę parno i pełno kurzu i wypad na miasto w okolicy Hoteliku. Khasan road jest to najbardziej znana ulica w Bangkoku, tłoczno to całą noc, pełno jedzenia sklepików i barów na ulicy, harmider pełną gębą
FILM Z BANGKOKU
Pobudka 5 rano i wyjazd na Pływający Market w Damnoen Sudoku. Taksówką na południowy Terminal autobusowy w Bangkoku i z stamtąd autobusem około 1.5 godziny do marketu. Wyczytaliśmy w przewodniku że kierowca autobusu wypuszcza turystów tuż przy przystani na której naciągają na wypożyczenie łodzi i mówią że nie można inaczej dotrzeć na market, stary ich chwyt ale my się nie daliśmy. Jakieś 20 minut piechotą i dochodzimy do marketu. Taka bydgoska hala targowa z kilkoma kanałami, wypożyczyliśmy długą łódź na godzinę(250 BHT) i w drogę. Pełno łodzi z jedzeniem, dziwnymi owocami, kapeluszami i innymi pamiątkami. Trochę za bardzo zrobione dla turystów ale miłe dla oka. Nawet mieliśmy okazje potrzymać dwa Pytony o wadze około 25kg jeden
FILM Z PŁYWAJĄCEGO MARKETU
Po kilku godzinach podjadania dziwnych rzeczy trzeba znaleźć transport do Kanchanaburi. Nie ma bezpośredniego połączenia. Popytaliśmy trochę i znaleźliśmy autobus... tzn ciężarówkę pick-up na której siedzie na przyczepie J Ktoś nam napisał w szlaczkach tajlandzkich gdzie mamy wysiąść, daliśmy to kierowcy.. oby to zrozumiał J Po jakiejś godzinie kierowce krzyczy żeby wysiadać, no i wysiedliśmy Bóg wie gdzie nawet GPS nie mógł złapać zasięgu. Po chwili znaleźliśmy przystanek i złapaliśmy autobus do Kanchanaburi.
W kanchanaburi na dworcu autobusowym zaczepiła nas jakaś babka z ulotkami wszystkich noclegów na rzece, jakiś wybraliśmy i w drogę na ... rikszy rowerowej
Za trzecim razem wybraliśmy chatę pływającą na rzece Kwai. Właściciel był Holendrem, bardzo sympatyczny koleszko a jego żona Tajka przyżądzała wyśmienite rybki na obiad.
Na drugi dzień wybraliśmy się na wycieczkę na Wodospad Erewan i na Słonie. Wodospad składał się z 7 mniejszych wodospadów na różnych wysokościach, wędrówka piesza na najwyższy szczyt trwała godzinę, i droga czasami była naprawdę śliska, oczywiście witoldo spróbował ślizgu po drabinie...skończyło się to zmianą koloru jednej stopy na siny i opuchlizna gratis
FILM Z KANCHANABURI WODOSPAD EREWAN
Następnie wypad na słonie, przesiadka na pikapa i gdzieś w dżungli trafiamy do słoni, Godzinna przejażdżka na grzbiecie trzydziesto letniej słonicy to super przygoda, szczególnie kiedy wspina się pod górkę to wydaje się jakby mieliśmy spadać, troszkę wysoko.
Po słoniowej akcji czas na spływ tratwą po rzece pełnej węży i krokodyli J ale jak nam mówili krokodyli tam nie było (ściema dla turystów) aż miło się moczyło nogi w wodzie. No i przeprawa przes most linowy ala Indiana Jones, dostalismy rade od przewodniczki: nie idzcie środkiem bo deski pękają i bokiem bo się może most przewrócić :) czyli którędy??
Na koniec wycieczki zwiedzanie mostu na rzece KWAI i przejażdżka pociągiem na drodze śmierci, Podczas budowy tej drogi przez Japońców w 1942 zginęło tu 116 tysięcy jeńców z stąd ta nazwa kolei śmierci.
FILM Z KANCHANABURI MOST NA RZECE KWAI
Wieczorkiem pobyt na pobliskim markecie i jak zwykle test żołądka czyli jedz wszystko co widzisz
Na drugi dzień wypożyczyliśmy motorek (150 BHT) za dzień czyli jakieś 12 zł i za 8 zł paliwo do pełna. Problem to jazda ichnimi warunkami czyli nie patrz na światła bo nie ma sensu i zasady... BRAK ZASAD. Aga znalazła w przewodniku że niedaleko jest jaskinia z Buddami więc w drogę.
A w drodze powrotnej znaleźliśmy szkołę małp
Po południ w drogę na południe Tajlandi jakieś 800 km. Znajomy Holender pomógł nam kupić bilet na pociąg ze spaniem, ale na pociąg trzeba było podjechać godzinę autobusem do miejscowości Nakhon Prothon i jak się okazało było jakieś święto Buddyjskie no i sprzedawali karaluchy smażone
Wieczorem wyjazd pociągu, mieliśmy drugą klasę w kuszetkach, standard lepszy niż w Polsce kolei. Cała drogę przespaliśmy J Wysiadka w Surat Thani. W Surat Thani po wyjścia z pociągu jak zwykle nagonka na turystów i wciskanie im drogich biletów na dotarcie do Krabi (około 200 km) Ale my się nie daliśmy, ciężko było zgubić tych naganiaczy. Znaleźliśmy miejski ‘’autobusik’’ który nas podrzucił do centrum a z tamtą dużym autobusem do krabi. Jak czekaliśmy na odjazd autobusu zatrzymaliśmy sie w jakiejś knajpce gdzie razem z kierowcą autobusu próbowaliśmy jakiś liści ala Redbull, ohydne J Po przyjeździe do krabi przesiadka na mini ciężarówkę i do Ao Nang jakieś 1 km od naszego celu czyli plaża Tonsai. Od razu kupiliśmy bilety na łódkę długorufową bo nasza plaża Tonsai jest otoczona wysokimi klifami i jedyna droga jaka tam prowadzi to wodna.
Krótki spacer na plaży z plecakami i znaleźliśmy Bungalow który nam polecił Holender z Kanchanaburi, wykupiliśmy go tylko na jeden dzień (700 BHT) bo jak się okazało później noclegi można tam znaleźć od 150 – 300 BHT bez problemu.
Istny raj na ziemi, brak betonowych hoteli, samochodów czy nawet motorów, cisza i spokój. Wszystko wykonane z drewna i bambusów, klimatyczne pabiki w których leżakuje się na matach albo Hamakach tuż przy brzegu. Rewelacja! I dziesiątki maniaków wspinaczki górskiej, bo jak się okazało ta plaże jest uznana jako najlepsze na świecie miejsce do uprawiania wspinaczki górskiej...
Najlepszą opcją na zwiedzenie pobliskich wysp było wypożyczenie kajaków 500 BHT za dzień i paliwo gratis. Zażyczyło nam się zwiedzić Chicken Island czyli wyspę Kurczaka. Jak się okazało jakieś 10 kilometrów w jedną stronę hehehe kajakiem hehehe rowerem to rozumie :) Na wyspie było widać jeszcze pozostałości po Tsunami Super rafy koralowe widzieliśmy, kolorowe i mnóstwo ryb. Znaleźliśmy nawet jaskinie na wyspie do której można było wpłynąć kajakiem, ale trzeba było uwarzyć na przypływ aby nie zalało... poza tym podczas kajakowania utonął telefon, aparat i GPS L Ktoś zapomniał wyjąć je z plecaka który odmoczył się odrobinę...
Następne noce spędziliśmy w naszej nowej chacie po między palmami i bananowcami, istna dżungla, szczególnie odgłosy w nocy, małpy na dachach i spadające kokosy mogą nieźle wystraszyć, szczególnie że zwierzyna może bez problemu wejść do chaty. A kolekcje pająków na tarasie to juz lekka przesada hehehe.
Wybraliśmy się na wycieczkę do Phanga Narodowego parku , mnóstwo wystających z wody skalistych klifów i znana wyspa Jamesa Bonda i cygańska wioska położona na palach, ale nie stety jak chodziliśmy po cygańskich niezbyt interesujących chatach tak zaczęło lać że za dużo to nie widzieliśmy.
FILM Z TONSAI
Po kilku nocach spędzonych na Tonsai czas na zmianę miejsca, z rana podpłyną Prom na wyspę Phi Phi na który wsiedliśmy. Jakieś 40 km od tonsai leża wyspy Phi Phi Don i Phi Phi Lee. Wyspa była zniszczona po Tsunami ale już stanęła na nogi. Dużo turystów, głośna muzyka w pabach zabawa całą noc no i specjalność wyspy drinki podawane w małych plastikowych wiaderkach :) nigdy nie doszedłem do trzeciego wiaderka J Nocleg mieliśmy na zboczu wzniesienia z widokiem na dwie zatoki : Rewelacja.
Na Phi Phi także wypożyczaliśmy kajaki i opłyneliśmy prawie dookoła jedną stronę wyspy. Znaleźliśmy plaże małp które jadły z ręki ale tylko jak się im pokazało banana to w padały w furie, chyba to ich najlepszy przysmak. Pełno kolorowych rybek które jadły z ręki też banany :
Na pełnym morzu jak opływaliśmy wyspę spotkaliśmy około 12 delfinów, przepływały o kilka metrów od nas J Na początku myśleliśmy że to rekin heheh. Znaleźliśmy też małą zatokę na ukrytą w cieśninie na zboczu wyspy, można tam wpłynąć kajakiem, większe łodzie mogły osiąść na rafie. Jak się okazało na plaży był szałas widać zamieszkany J Ponurkowaliśmy trochę na rafię, była tam ławica malutkich rybek i można było w niej popływać :)
Początkowe plany na zdobycie wyspy Phi Phi Lee znaną z filmu z Leonardo DiCaprio Plaża (The Beach) były aby dopłynąć kajakiem, wyspę Chicken przepłynelismy a do Phi Phi Lee było troszkę dalej ale niestety powrót byłby niemożliwy, zawsze wiało tam i były fale, na kajaku to podejrzewam po kilku minutach byśmy wylądowali w wodzie albo wiatr by nas zniósł. Poszukaliśmy zorganizowanego wypadu i znaleźliśmy i to z noclegiem na plaży na wyspie a jest to park narodowy i żadnego zakwaterowania tam nie ma :)
Na początek przerwa na plaży pełnej małp, i nurkowanie na najlepszej rafie jaką widziałem, mnóstwo ryb kolorowych o dziwnych kształtach, rybki nemo i mureny z barakudami REWELACJA!!!!
Następny przestanek to skok z klifu :) Łydka podpłynęła pod zbocze klifu, dostaliśmy specjalne rękawice i buty bo skały w tym miejscu były bardzo ostre. Wyskok z łodzi i wspinaczka na skały, po kilku chwilach już na górze, z łódki nie wyglądało to wysoko ale z góry to... stłukłem się w Głowę że jeszcze za to zapłaciłem hehehe, Trochę to trwało aż skoczyłem, głupie uczucie jak się spada nawet nie było jak krzyczeć ale adrenalina na 100% Po wypłynięciu okazało się że Aga zapomniała wcisnąć nagrywania na kamerze hehehe i od nowa, ale za drugim razie tak mi się spodobało że skoczyłem i trzeci raz. Następnie kierujemy się na przylądek rekinów w poszukiwaniu bestii. W tym miejscu rafa była jeszcze leprza, nurkowaliśmy ponad godzinę w poszukiwaniu rekina, przewodnik podobno widział go przez chwile ale my tylko znaleźliśmy odgryźnięte pół ryby J może następnym razem. Następnie w drogę na Phi Phi Lee, po drodze zwiedziliśmy jeszcze Jaskinie wikingów i Lagunę. Na zakończenie mieliśmy okazję skoczyć z prawie 20 metrów ale było to już wyyyysoko i tylko jedna osoba się odważyła a przewodnik zademonstrował skok i powiedział że trzeba utrzymywać balans ciała w pionie bo upadek może spowodować skręcenie karku hehehehe wymiękłem....
FILM Z PHI PHI SKOK Z KLIFU
Dopłynęliśmy na Wyspę Phi Phi Lee, tajemnicza wyspa i znana z filmów, istny raj, zatoka otoczona prawie dookoła klifami. No i był już wieczór i kompletny brak turystów, tylko nasz camping około 10 osób. Na powitanie obiad na plaży mniaaam i wiaderka drinkowe. Muzyka śpiewy i palenie z bambusa J Dostaliśmy po macie i śpiworze na głowę i ... szukaj miejsca na plaży na nocleg, była tam jedna wiata i tyle, Jak na złość tej nocy nieźle wiało, piach był wszędzie a wiatę to prawie porwało hehehe, z rana były tylko zasypane piachem śpiwory na plaży zawodników co polegli podczas palenia bambusa albo o jedno wiaderko za dużo heheh. www.mayabaycamping.com
FILM Z MAYA BAY PHI PHI LEE
Po powrocie do pokoju z powrotem na Tonsai na dwie noce, prawie zostaliśmy na Phi Phi bo nie dostarczyli nam bagaży na prom z hotelu ale w ostatniej chwili zdążyliśmy. Brakowało nam Tonsajowskiego spokoju i sielanki, tamtejsze pabiki są najlepsze na świecie. Jak się okazało ceny noclegów wzrosły bo zaczął się sezon na plaży i przekierowaliśmy się o jeden lokal w bok. Tam nocleg kosztuje 150 BHT czyli 3 funty za hate bambusową ala Indiana Jones hehehe
Na drugi dzień postanowiliśmy przedżeć się przez dżungle na plażę obok Railay aby zdobyć lagunę którą widać na mapie. Przejście przez dżungle nie obyło się od chmary krwiożerczych komarów, ale jakoś doszliśmy, Po drodze znaleźliśmy wejście do Diamentowej jaskini, super jaskinia. A osoba kasująca bilety wskazała nam gdzie jest wejście na Lagunę :)
Ścieżka prowadząca na Lagunę była trudna do znalezienia, przy głównej ścieżce prowadzącej z Railay east to Railay Bay po lewej strony klifu jest mała strzałka prowadząca na górę. Droga nieźle pięła się na górę, trzeba było użyć lin. Po jakiejś pół godzinie doszliśmy na punkt widokowy. Widok zapierał dech w piersiach.
Z punktu widokowego małą ścieżką trzeba było zajść na sam dół do laguny skrytej w środku góry. To dopiero była wspinaczka, musieliśmy zostawić w krzakach cały balast typu torebka czy płetwy. Czasami chciałem zawrócić, trzeba było zchodzić czasami 6 metrów w dół na pionowej ścianie brrrrr, mała pomyłka i lipa... No i w Końcu kąpiel w lagunie, trochę strasznie było ale tak się spociliśmy na drodze że nie było innego wyjścia. Woda spokojna i dookoła góry, tylko podczas kąpieli takie małe wrażenie ze zaraz coś cię chwyci za nogę :)
FILM Z TONSAI I LAGUNY
Z rana niestety powrót do Bangkoku, wczesnej zaklepaliśmy sobie samolot z Krabi do Bangkoku.Tam jeszcze dwie noce spędziliśmy. Zwiedziliśmy stojącego Buddę około 30 metrów i złotą górę i oczywiście sklepy z kamieniami do Agi biżuterii J A wieczorkiem nocny market, jeden z wielu. Około 3 tysiące stoisk. Można chodzić bez końca.
FILM Z BANGKOKU
Nad ranem taksówką na lotnisko i do Qataru na przesiadkę do Londynu. W stolicy Qataru Doha mieliśmy 5 godzin przerwy. Z okna lotniska było widać centrum stolicy i robi wrażenie... taki Manhatan na pustyni, pełno drapaczy chmur... i pełno chodzących prześcieradeł :)
KONIEC
Jakieś pytania napisz a chętnie odpowiemy.
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć